Stanisław Jędras

Wspomnienia sprzed 25-ciu lat tj. od 1945 roku na ziemi Kwidzyńskiej

Po­cho­dzę z ziemi Kie­lec­kiej. Po li­kwi­da­cji od­dzia­łów de­wer­syj­nych po wy­zwo­le­niu 15 stycz­nia 1945 r. uwa­ża­łem za swój obo­wią­zek jako były par­ty­zant Ba­ta­lio­nów Chłop­skich w do­datku jako ofi­cer zgło­sić się do by­łej Ko­mendy Głów­nej w War­sza­wie, skąd skie­ro­wano mnie na za­chód tj. już wy­zwo­lo­nego Kwi­dzyna by tu roz­po­cząć swoją pio­nier­ską pracę.

Do Kwi­dzyna przy­je­cha­łem po­cią­giem 22 kwiet­nia 1945 r. po­dróż trwała trzy dni trasa prze­bie­gała przez Łódź, Byd­goszcz, Smę­towo, Opa­le­nie, drew­niany most w go­dzi­nach po­po­łu­dnio­wych. Ja­dąc po­cią­giem z da­leka wi­dać było już Kwi­dzyn, który wi­do­kiem swym po­cią­gał mnie do sie­bie.

Po wyj­ściu z dworca idąc daw­niej ulicą Dwor­cową /​Chopina/​w kie­runku 1 Maja po­czu­łem się ja­koś nie­swojo, gdyż oprócz żoł­nie­rzy ra­dziec­kich nie spo­tka­łem żad­nego Po­laka. Do­piero skrę­ca­jąc na ulice Pocz­tową obec­nie 1 Maja spo­tka­łem prze­cho­dzą­cych w mun­du­rach Pol­skich żoł­nie­rzy, jak się oka­zało byli to pra­cow­nicy ów­cze­snego PUBP. Po za­się­gnię­ciu in­for­ma­cji skie­ro­wa­łem się na ulicę Mal­bor­ską gdzie od­na­la­złem mo­ich ku­zy­nów An­drzeja i Wła­dy­sława Głą­bec­kich. Do­wie­dzia­łem się gdzie urzę­duje Peł­no­moc­nik PRL Rządu, któ­rym w tym cza­sie był Ob. Wie­sław Sztej­nike. Na drugi dzień uda­łem się do wy­żej wy­mie­nio­nego Peł­no­moc­nika, który urzę­do­wał w bu­dynku przy ulicy Bra­ter­stwa Na­ro­dów gdzie obec­nie jest In­ter­nat Tech­ni­kum Eko­no­micz­nego Za­sad­ni­czej Szkoły Za­wo­do­wej, Miesz­kał na­to­miast wi-za-wi w bu­dynku gdzie obec­nie mie­ści się Przed­szkole.

Nie­trudno było mi po­znać ów­cze­snego sta­ro­stę, bo trzeba wie­dzieć, że ubrany był w buty ofi­cerki, bry­czesy bluzkę ka­na­dyjkę fu­ra­żerkę pas ko­ali­cyjny no i P.P przy pa­sie. Za­mel­do­wa­łem się jak przy­stało na żoł­nie­rza a po krót­kiej roz­mo­wie za­pro­po­no­wał mi zgło­sze­nie się do pracy w ów­cze­snym PUBP

Warto na wstę­pie wspo­mnieć jak wów­czas wy­glą­dał Kwi­dzyn w po­rów­na­niu z in­nymi mia­stami nie był bar­dzo znisz­czony za wy­jąt­kiem po­zo­sta­łych śla­dów na do­mach od po­ci­sków broni ręcz­nej, ma­szy­no­wej, oraz spa­lo­nego daw­nego „Re­gi­rum” obec­nie Szkoły Mły­nar­skiej domu han­dlo­wego koło by­łego Ra­tu­sza i sa­mego Ra­tu­sza oraz kilku blo­ków przy ulicy Ba­ta­lio­nów Chłop­skich no i przy ulicy Bra­ter­stwa Na­ro­dów Kina a Naj­bar­dziej rzu­cało się to w oczy że więk­szość jak Ko­per­nika, Ko­ściuszki, Mar­chlew­skiego i wielu in­nych były na­pisy w ję­zyku nie­miec­kim i pol­skim „wstęp wzbro­niony”. Co się oka­zało że wszyst­kie Szkoły, bloki za­jęte były na szpi­tale w któ­rym prze­by­wali ranni żoł­nie­rze Ra­dzieccy przy­wo­żeni z frontu. Praw­do­po­dob­nie w szpi­ta­lach prze­by­wało około 120.000 ran­nych. Warto wspo­mnieć, że do maja na uli­cach Kwi­dzyna nie spo­tkał żad­nej Po­lki, na­to­miast można było spo­tkać żoł­nie­rzy ra­dziec­kich w to­wa­rzy­stwie ko­biet nie­miec­kich.

Od po­czątku wy­zwo­le­nia za­częła się żmudna i trudna praca nad zor­ga­ni­zo­wa­niem, utrzy­ma­niem i utrwa­le­niem wła­dzy PRL. Były bar­dzo duże trud­no­ści w do­bo­rze pra­cow­ni­ków, któ­rych było bar­dzo mało do róż­nych prac ad­mi­ni­stra­cyj­nych, go­spo­dar­czych, jak też pra­cow­ni­ków fi­zycz­nych. Była wielka trud­ność z apro­wi­za­cją nie było co jeść i gdzie ku­pić, każdy na wła­sną rękę i swój spo­sób sta­rał się o zdo­by­cie cze­goś do je­dze­nia. Do­raźną po­mocą w za­opa­trze­nie w ar­ty­kuły pierw­szej po­trzeby była lud­ność au­to­chto­niczna czyli lud­ność krwi pol­skiej, która za­miesz­ki­wała na za­gra­bio­nych zie­miach pol­skich. Jak rów­nież można było na­być też od żoł­nie­rzy ra­dziec­kich. Na­to­miast grupa ope­ra­cyjna pol­ska ko­rzy­stała z kuchni ko­men­dan­tury ra­dziec­kiej.

 Jak kształ­to­wała się wła­dza pol­ska w tam­tej­szym cza­sie w Kwi­dzy­nie.
Jak już wspo­mi­na­łem peł­no­moc­ni­kiem Rządu /​starosta/​był Wie­sław Sztej­nike z-cą Ob. Gwiaz­dor­ski ar­chi­tek­tem inż. Krac i inni, mię­dzy in­nymi Ob. Kra­wen­tek, Ma­ria Le­onard póź­niej­sza Pe­ru­nowa . Za­rząd Miej­ski bur­mi­strzem był inż. He­lio­dor Chmie­lew­ski za­warł on zwią­zek mał­żeń­ski w Kwi­dzy­nie z sio­strą Ob. Sztej­nike pierw­szy ślub w Kwi­dzy­nie udzie­lany przez Ob. Tro­jaka w Urzę­dzie Stanu Cy­wil­nego Cy­wil­nego wpi­sa­nego do re­je­stru, Miej­skiej Rady Na­ro­do­wej, która już zo­stała zor­ga­ni­zo­wana. Se­kre­ta­rzem był Hen­ryk No­gaj­ski. Kwa­te­run­ko­wym Ob. Koź­linka póź­niej prze­jął Ob. Jan Mo­ści­brodzki obec­nie jest już na eme­ry­tu­rze.
 
Cały Urząd mie­ścił się w bu­dynku przy ulicy Bra­ter­stwa Na­ro­dów obec­nie Nad­le­śnic­two Pań­stwowe. Kie­row­ni­kiem Urzędu Pocz­to­wego był Sta­ni­sław Pierz­chała. Ko­men­dan­tem MO po­rucz­nik Ła­bacz Ko­menda MO mie­ściła się przy ulicy Zam­kowa Góra, obec­nie mie­ści się za­kład pro­duk­cyjny nie­wi­do­mych.

Już w pierw­szych ty­go­dniach roz­po­częły prace par­tie po­li­tyczne or­ga­ni­za­to­rami PPR byli Fe­liks Gó­racki, Jan Krupa Sztej­nike, Du­kat i inni.
Dzia­łal­ność PPS roz­po­częli Ob. Ste­fan Zdyb, Paw­li­kow­ski, Chmie­lew­ski, Je­rzy Po­rę­biń­ski, Soł­tysi, Wa­cław Gło­wacki. Zor­ga­ni­zo­wali St. tj. Lu­do­wców. Po­wstało PSL, któ­rego pre­ze­sem był Mi­kul­ski.

Po­wstał Urząd Ziem­ski miesz­czący się przy ulicy Sztum­skiej obec­nie Hanki Ra­wic­kiej gdzie obec­nie mie­ści się szkoła Mu­zyczna, Kie­row­ni­kiem Urzędu był Ob. Jan Po­rę­biń­ski. Pod ko­niec kwiet­nia 1945 r. przy­byli tu pierwsi le­ka­rze jak Dr Edwin Ry­cherd, dr Ak­sle­rowa, dr Świąt­kie­wicz, po­łożna Sta­ni­sława Zie­liń­ska oraz jako per­so­nel biu­rowy w oso­bie Ob. Bo­row­ska. Jak wy­glą­dała pierw­sza po­moc le­kar­ska opo­wie­dzą le­ka­rze oso­bi­ście któ­rzy miesz­kają w Kwidzynie.Warto wspo­mnieć o le­ka­rzu we­te­ry­na­rii Ob. Woj­cie­chu Stan­kie­wi­czu mu­siał so­bie w tym cza­sie sam zor­ga­ni­zo­wać wła­sny śro­dek lo­ko­mo­cji dwu­kółka i koń.

Pod kie­row­nic­twem Je­rzego Soł­ty­siego po­wstała Spół­dziel­nia Rol­ni­czo Han­dlowa przy ulicy Sło­wiań­skiej. Jak rów­nież przy­stą­piono do uru­cho­mie­nia elek­trowni któ­rej kie­row­ni­kiem był inż. Szy­chulda. Przy­stą­piono rów­nież do uru­cho­mie­nia wo­do­cią­gów wo­do­cią­gów ga­zowni pod kie­row­nic­twem Ob. Sta­ni­sława Zdeba. W póź­niej­szych mie­sią­cach uru­cho­miono za­kład na­prawy sprzętu mo­to­ry­za­cyj­nego przy ulicy 22 lipca pod kie­row­nic­twem Ob. Mie­czy­sława Szpa­kow­skiego pod na­zwą TOR. Za­kład ten za­czął się po­więk­szać po­sze­rzać swoją dzia­łal­ność aż do obec­nego ZEMU. Roz­po­częto or­ga­ni­zo­wa­nie tak zwa­nego dzi­siaj ZOM a było to ko­niecz­nie, bo po­dob­nie jak inne mia­sta po za­wie­ru­sze wo­jen­nej i znisz­cze­niu od­gru­zo­wy­wać i oczysz­czać to co po­zo­sta­wili Niemcy i sztur­mu­ją­cych woj­skach ra­dziec­kich. Kie­row­ni­kiem wów­czas był Ob. Łyczko a ro­bot­nicy po­zo­stali Niemcy. Go­rzej było z ta­bo­rem ko­rzy­stało się z ta­boru wojsk ra­dziec­kich, do­piero póź­niej do­sta­li­śmy od ko­men­danta szpi­tala koń­skiego miesz­czą­cego się we wsi Gurcz. Nie­za­po­mniano też o rzę­dzie wy­miaru Spra­wie­dli­wo­ści Są­dzie. Pierw­szym sę­dzią był Ob. Kacz­mar­czyk. Pierw­szym nad­le­śni­czym wów­czas był dwu me­tro­wego wzro­stu bar­dzo sym­pa­tyczny czło­wiek inż. Bo­le­sław Usow.

Zor­ga­ni­zo­wano a ra­czej po­wo­łano tak zwany Urząd Li­kwi­da­cyjny pod kie­row­nic­twem ener­gicz­nego przy tym do­brego or­ga­ni­za­tora Ob. Ole­jar­skiego ra­zem z nim pra­co­wali Ob. Pie­cuch i inni, któ­rzy jesz­cze miesz­kają w Kwi­dzy­nie. Za­da­niem tego Urzędu było za­bez­pie­cze­nie opusz­czo­nego przez Niem­ców mie­nia i prze­ka­zy­wa­nie przy­by­wa­ją­cym tu Po­la­kom osie­dla­ją­cym się na stałe. Dla­czego o tym wspo­mi­nam bo przy­jeż­dżali tu i od­jeż­dżali kom­bi­na­to­rzy i spe­ku­lanci któ­rzy ra­bo­wali i wy­wo­zili do Cen­tral­nej Pol­ski.

Pod ko­niec maja 1945 r. przy ulicy Sło­wiań­skiej 3 po­wstał tak zwany Pań­stwowy Urząd Sa­mo­cho­dowy pro­wa­dzony przez Ob. inż. Hen­ryka Ry­ka­czew­skiego na­stęp­nie prze­mie­niony zo­stał na PKS i Sta­cję Sa­mo­cho­dową, któ­rej za­da­niem było z de­mo­bilu sa­mo­cho­dów cię­ża­ro­wych prze­ra­bia­nie nad­bu­dowę ka­ro­se­rii i do­sto­so­wa­nie do prze­wo­że­nia lu­dzi. Za­kład ten w 1946 r. zor­ga­ni­zo­wał już na szer­szą skalę warsz­taty w ko­sza­rach przy ulicy Ge­ne­rała Świer­czew­skiego. Kie­row­ni­kiem Tech­nicz­nym był płk Ste­fan Ma­zur­kie­wicz, maj­strem warsz­ta­tów od po­czątku PKS był Ob. Jó­zef Un­dro­win.

Warto też wspo­mnieć o tych, co or­ga­ni­zo­wali w pierw­szych mie­sią­cach pierw­sze lo­kale jak ga­stro­no­miczno – dan­cin­gowe do tych na­le­żeli Ob. Ste­fan Ha­la­giera, ka­wiar­nia z wła­snym wy­ro­bem kon­sump­cyj­nym mie­ściła się ona przy ulicy Bra­ter­stwa Na­ro­dów obec­nie sklep z obu­wiem. Dru­gim za­ło­ży­cie­lem ka­wiarni był Ob. Ka­wiń­ski, mie­ściła się ona w obec­nym Domu To­wa­ro­wym MHD. Trze­cia ka­wiar­nia mie­ściła się przy ulicy War­szaw­skiej pro­wa­dzona była przez OB. Du­kata. 4–tym tak zwane „Za­ci­sze” przy ulicy mal­bor­skiej nie­da­leko cmen­ta­rza oraz sklepu spo­żyw­czo-ko­lo­nial­nego pro­wa­dzo­nego przez braci Głę­bec­kich.

Rów­nież przy tejże ulicy Mal­bor­kiej po­wstały pierw­sze pie­kar­nie pro­wa­dzone przez Ob. Ba­biń­skiego, Jak rów­nież przy ulicy Ba­ta­lio­nów Chłop­skich Ob. Bu­ja­nek w bu­dynku gdzie mie­ści się w tej chwili sklep sprze­daży ra­dio-te­le­wi­zo­rów.